piątek, 21 kwietnia 2017

20.4.2017 - dyplomy w OSM II st. w Kielcach; Kamil i Reszta vs Psychologia...


Mieliśmy dzisiaj (20.4.2017) wieczorem piękne święto w naszym ZPSM im. L. Różyckiego w Kielcach: po skrzypkach, ok 16.30 do Sali Koncertowej dostali się pianiści Marcin Pakuła, absolwent Pani Alicji Liskowackiej, grająca dzisiaj tylko część dyplomu Eliza Zapalska (uczennica Pani Jolanty Płoskiej) oraz Kamil Pacholec, wychowanek Pani Małgorzaty Kowalskiej, laureat trudno policzalnej ilości konkursów, przesłuchań, przeglądów i Festiwali, zdobywca wielu Grand Prix, nagradzany międzynarodowo itd., itp., wybitnie utalentowany Młody Artysta. 

Z całym uszanowaniem dla Innych Jego recital musimy najsprawiedliwiej w świecie określić jako poważnie znaczące i od dawna oczekiwane wydarzenie artystyczne w naszej Szkole, w której (co warte podkreślenia) niepośledniej klasy produkcje artystyczne od lat już bywają słuchane nieomal na codzień, dzięki pełnym rozmachu wizjom naszego Dyrektora, Pana Artura Jaronia. Szkoła żyje bardzo wartościową muzyką bez najmniejszej przesady. I tworzy ją w doprawdy szerokim znaczeniu.

Program dyplomu Marcina był bardzo bogaty: oprócz Bacha, Beethovena, Etiud Chopina i Chaminade, utworów Statkowskiego i Kisielewskiego, a także  I części  Koncertu  d moll Mozarta (akompaniował Pan Łukasz Woś) usłyszeliśmy dwie części Tria d moll  A. Areńskiego pięknego i bardzo pięknie dziś zagranego przez Marcina z udziałem dwu Koleżanek (Zuzi Gajos skrzypce oraz Martyny Pasierbek   wiolonczela). Jednak mimo wszystko mocno wypełniona sala najbardziej oczekiwała występu Kamila Pacholca, którego fanem też jestem od dobrych już kilku lat. Występ Elizy Zapalskiej (akompaniował dr Andrzej Ślązak) był dziś ograniczony do I części Koncertu g moll Mendelssohna.


                                                             Nagrywanie nowej płyty


Program Kamila składał się z Ballady g moll  i 5 etiud z 25 opusu F. Chopina (nr 7, 8, 9, 10, 11) oraz I Sonaty op. 1 Johannesa Brahmsa. Wręcz nie wypadało oczekiwać, że tak utytułowany pianista będzie na swym pierwszym poważniejszym egzaminie powielać szkolne rytuały z jakąś fugą i preludium Bacha, sonatą klasyczną, jakimś impresjonistą etc., etc. Poczuliśmy jakby powiew wielkiego świata (przed Kamilem wkrótce występy w USA i gdzieś w Europie Zachodniej) już w samym doborze dyplomowego repertuaru, ale nie tylko szczególnie Sonata op. 1 Brahmsa zalśniła kolorami i wręcz pełnią instrumentalno-artystycznego blasku.  Etiudy, w zasadzie, mogły były zadowolić najwybredniejszą konkursową publikę. Ballada g moll też, nawet w minimalnym procencie nie przekraczała w swych niebanalnych trudnościach granic pianistycznych możliwości Solisty.

Pewien drobny psychologiczny niedosyt odczułem jednak na sam koniec:  sala nawet nie drgnęła, aby wstać, a i aplauz choć początkowo był akceptowalnie burzliwy, dość szybko ucichł po pierwszym powtórnym ukazaniu się Solisty. Czegoś przecież tym licznie zgromadzonym ludziom  zabrakło za co chcieliby i mogli oklaskami  podziękować… Niby, wszystko było na swoim miejscu: precyzyjne i dokładne i zgodne z literą kompozytorskiego zapisu. Więc o co chodzi?

Sprawa jest w moim pojęciu dość prosta: nie wystarczy samemu być zafascynowanym muzyczną zawartością prezentowanego dzieła ludzie oczekują od Artysty na Estradzie w szczególnym wymiarze tego, co odróżnia nas od siebie i czyni jednych z nas bardziej atrakcyjnymi od drugich; to jest też dokładnie to samo, co odróżnia doskonałe opanowanie systemów IT od oszałamiającego popisu rozwiązań z tzw. najwyższej półki ludzie nawet najgłębiej nieświadomie oceniający dowolne zjawisko artystyczne (a takich jest najwięcej) w gruncie rzeczy szukają w przedmiocie artystycznym tego samego co najbardziej wybredni koneserzy: szukają magii, możliwości zachłyśnięcia się” absolutnie do dna (wybaczcie dobór słów, ale musimy mówić prawdę) haustem estetycznej rozkoszy bez granic. Podziwiać można piękne i wspaniałe auto takie, powiedzmy XC90 T8... ale  dla szukającego MUZYKI człowieka, który przyszedł akurat na koncert, urok tego świetnego modelu szybko stanie się wręcz codzienny w zestawieniu z siłą wyrazu np. takiego wykonania:  https://www.youtube.com/watch?v=VEfPhW8cIRI  

Bo? Bo w zetknięciu z wyrobem przemysłowym trudno mówić o wrażeniu zetknięcia się z jakąś Wyjątkową Tajemnicą, o przekraczaniu granic zwykłego ludzkiego doświadczenia czego dostarcza kontakt z wielką sztuką, o ile dostarcza. Kilkakrotnie słyszałem na żywo wielkiego Światosława Richtera (proszę zerknąć na jego dyskografię http://www.trovar.com/str/discs/ ; I Sonatę Brahmsa nagrał sześciokrotnie, m.in. dla wytwórni Decca, RCA i Philips) i nigdy nie było to spotkanie z jego pianistyką at its best natomiast raz jeden słyszałem E. Mogilewskiego (1989, Katowice, z orkiestrą FN, S. Wisłocki) w III Koncercie Rachmaninowa i do dziś nie zapomniałem ani joty z tego absolutnie genialnego wykonania.

Pracując nad utworem, choć to na swój sposób jakby nieetyczne, artysta niekiedy skazany jest na branie pod uwagę okoliczności, w jakich ma go zaprezentować…? Reprezentując jednak już pewien wystarczająco wysoki poziom i mając jakąś renomę, myślę, że mógłby pokusić się o owo legendarne więcej (w poprzednim tekście chyba wspomniałem I. Loyolę i jego MAGIS), zapomnieć, że wykonanie będzie akurat miało miejsce w jakimś tu i teraz i poszukać autentycznie własnej niepowtarzalnej muzycznej "twarzy" w studiowanym utworze.

W tej wyższej i najciekawszej fazie pracy nad muzyką musi pojawić się należące do domeny psychologii pytanie o rzeczywistą tożsamość emocjonalno-duchową każdego dźwięku, motywu i frazy: jakie DLA MNIE (tylko dla mnie!) jest rzeczywiste znaczenie, przesłanie, teza, sens, wyraz ze względu na który ten akurat, a nie inny dźwięk znalazł się na swoim miejscu w utworze? W 2005 roku po raz ostatni aktualizowałem ten krótki fragment dotyczący rezonansu emocjonalnego widzę, że nic nie stracił na aktualności i dzisiaj: http://www.chopin.strefa.pl/rezonansp.html

Sprawa jest zasadniczej wagi, bo jeśli muzyk-wykonawca nie zrealizuje najważniejszej części jego pracy, to jest nie nada każdemu dźwiękowi nowego i wartościowego kolorytu i znaczenia, zachodzi obawa, że pewne segmenty granych utworów pozostaną nie do końca zrozumiałe dla słuchaczy, których istnienie i estetyczny dobrobyt nie zapominajmy o tym dla każdego wykonawcy mogą być niezwykle istotnym (także materialnie) fundamentem jego ziemskiego bytowania. I jeśli gdziekolwiek, to właśnie na tym polu   przekazu estetycznie fascynującego obrazu znaczeń muzycznych dostrzegam zresztą nie tylko u Kamila P. wybitnie perspektywiczne pole nowych zainteresowań i bogatych artystycznych odkryć.

Życzmy tego samego Wszystkim naszym Dyplomantom oraz także Uczniom oraz nam samym, którzy ciągle jeszcze mamy nadzieję na znalezienie naszego jedynego, wspaniałego i cudownego muzycznego Graala!


Z najserdeczniejszymi pozdrowieniami i Najlepszymi Życzeniami na przyszłość




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz