niedziela, 25 marca 2018

Radość z Radomia...!

I to jaka...!


22 marca 2018 w Sali Koncertowej kieleckiego ZPSM im. L. Różyckiego - w ramach wieloletniej już współpracy międzyszkolnej wystąpili soliści i zespoły kameralne ZSM im. O. Kolberga w Radomiu...

Nie był to pierwszy Ich, Radomiaków występ, jaki u nas słyszałem i oglądałem; zawsze było świetnie, ale to, co nam przedstawiono teraz, w pewnym sensie nawet przeszło tzw najśmielsze oczekiwania: 17 pozycji programu, który trwał ponad 2 i pół godziny (powiedzmy wyraźnie, że było to ok. 150 minut bez ani jednej przerwy) mocno trzymało licznie zgromadzonych słuchaczy nie tylko w zdrowym napięciu, ale i  od czasu do czasu przyprawiało nieomal o zawrót głowy. Bez żadnej przesady!

Pomyślmy tylko: Szkoła Radomska w finale ogólnopolskiego konkursu "Młody Muzyk Roku" miała dwójkę reprezentantów - na PIĘCIORO FINALISTÓW - czyli równe 40 %! To raczej bezprecedensowy przypadek w historii tego projektu...? Proszę o sprostowanie gdybym się mylił!

Nie chodzi o polemikę z werdyktem jurorów, ale ponieważ każdy ma prawo do własnych osądów i również do ich wyrażania, chcę powiedzieć, że moim zdaniem i nie tylko, OBAJ Reprezentanci ZSM im. Kolberga w znacznie większej mierze zasługiwali na przyznany Marcie Chlebickiej tytuł - biorąc pod uwagę siłę Ich,  Piotra Motyki i Grzegorza Chwalińskiego, artystycznego wyrazu i instrumentalnego mistrzostwa - w porównaniu do Jej też niewątpliwie znacznych możliwości i umiejętności. Ostateczny werdykt da Konkurs Eurowizji - musimy jeszcze chwilę poczekać.

Większość punktów programu prezentowanego 22 marca 2018  w Sali Koncertowej ZPSM w Kielcach przez uczniów zaprzyjaźnionej Szkoły Radomskiej stała na bardzo wysokim poziomie wykonawczym. Nie mam zamiaru pisać tu żadnego spokojnego i rzeczowego sprawozdania czy recenzji - nie czuję się do tego ani predystynowany, ani sam nie lubię takich rzeczy czytać. Muszę jednak dać wyraz moim silnie spontanicznym odczuciom i refleksjom związanym z tym niezwykle wartościowym wydarzeniem artystycznym: 

 - nie mogę więc nie powiedzieć, że choć tym razem nie dane nam było zetknąć się z zupełnie wyjątkową sztuką Grzegorza Chwalińskiego (po prostu nie było Go w tym programie, co zresztą uznaję za całkowicie zrozumiałe i naturalne, bo także innym trzeba dać możność występu), to tym bardziej cieszymy się oboje z moją Żoną na 9 kwietnia, na Jego dyplom w Radomiu. Będziemy bez dwóch zdań obecni!

- nie mogę nie powiedzieć, że bardzo mi się podobał np marimbowy występ Patryka Szczechowskiego oraz skupiona, intensywnie twórcza muzykalność gitarzysty Roberta Kwiędacza, czy świetne "Naśladowanie Albeniza" Marty Klimek z kapitalnym akompaniamentem p. Jacka Bondaruka, któremu też bardzo serdecznie DZIĘKUJĘ za otrzymaną w geście przyjaźni słodką garść krówek...! Akompaniatorzy zresztą byli w tym koncercie wyjątkowo artystycznie atrakcyjną grupą wykonawców; piszę to z wielką satysfakcją i radością.




- najważniejsze na koniec: 4 x Akordeon... Byłem przed laty zaszczycony mogąc przyczynić się na prośbę Wielkiego Guru polskiego akordeonizmu w Osobie prof. Włodzimierza Lecha Puchnowskiego do radykalnego załagodzenia pewnej dosyć fatalnej sprawy, dosłownie ropiejącej w pewnym punkcie naszego muzycznego globu. Od tamtego czasu zacząłem zupełnie innym okiem spoglądać na ten instrument i na ludzi się nim zajmujących. Na koncercie w dniu 22. marca 2018 w ZPSM w Kielcach było mi dane po raz kolejny usłyszeć istne perły interpretacji muzycznej w wykonaniach młodych Mistrzów tego instrumentu: doskonały Paweł Majchrowski, fantastyczne trio (Piotr Motyka, Piotr Poterała, Mikołaj Skopek) oraz wreszcie TYCH DWÓCH - czyli radośnie fenomenalny Krzysztof Paduch (kl. I  SM II st.) i po prostu zachwycający pod każdym względem Piotr Motyka (kl. V SM II st.). Piotr zagrał  Kaprys hiszpański M. Moszkowskiego z finezją i perfekcją godną  Józefa Hofmana... Nic nie przesadzam: wszyscy słuchaliśmy jak urzeczeni.

Czy jesteśmy w Kielcach zazdrośni...? Ależ skąd (dwójka naszych uczniów  właśnie z konkursu na Słowacji przywiozła dwie I Nagrody...) - cieszymy się i tyle!

Na koniec nie mogę sobie odmówić zacytowania jednej z Pieśni  wielkiego Syna Ziemi Radomskiej, który niemały już czas temu napisał:


                                                                    

Serce roście patrząc na te czasy!
Mało przed tym gołe były lasy,
Śnieg na ziemi wysszej łokcia leżał,
A po rzekach wóz nacięższy zbieżał.

Teraz drzewa liście na sie wzięły,
Polne łąki pięknie zakwitnęły;
Lody zeszły, a po czystej wodzie
Idą statki i ciosane łodzie.

Teraz prawie świat sie wszystek śmieje,
Zboża wstały, wiatr zachodny wieje;
Ptacy sobie gniazda omyślają,
A przede dniem śpiewać poczynają.

Ale to grunt wesela prawego,
Kiedy człowiek sumnienia całego
Ani czuje w sercu żadnej wady,
Przecz by sie miał wstydać swojej rady.

Temu wina nie trzeba przylewać
Ani grać na lutni, ani śpiewać;
Będzie wesół, byś chciał, i o wodzie,
Bo sie czuje prawie na swobodzie,

Ale kogo gryzie mól zakryty,
Nie idzie mu w smak obiad obfity;
Żadna go pieśń, żadny głos nie ruszy,
Wszystko idzie na wiatr mimo uszy.

Dobra myśli, której nie przywabi,
Choć kto ściany drogo ujedwabi,
Nie gardź moim chłodnikiem chróścianym,
A bądź ze mną, z trzeźwym i z pijanym!


Słowa Mistrza z Czarnolasu niech będą dla nas wszystkich zarówno mottem w obliczu zdarzeń dopiero nadchodzącego JUTRA, jak przyczynkiem i oświetleniem dla refleksji nad tym, co już się WCZORAJ zdarzyło... - jak ogólnie ważną mądrością, jaką ludzie różnych wieków i pokoleń powinni chcieć i umieć dzielić się z bliźnimi. 

Powtarzam: cieszymy się razem z Wami zarówno z Waszych osiągnięć, jak dumni jesteśmy z tego, że z naszych ziem wyrastali ludzie doprawdy wielkiego formatu i znaczenia dla naszej narodowej kultury - Kochanowski, Żeromski, Gombrowicz... - bo jakże się serdecznie nie cieszyć, gdy doprawdy jest z czego i jest czym...?! Rosną ich następcy - życzymy Im fantastycznego rozwoju! Wielki szacunek dla Szkoły, która taki rozwój umożliwia!

Życzmy nam wszystkim wielkiego Powodzenia także w dalszej części zmierzającego coraz bardziej w stronę matur i wakacji, ale aktualnie ciągle nam jeszcze panującego roku szkolnego 2017/2018!


                                      ZDROWIA więc...! I jeszcze raz - ZDROWIA! 

                                                                         - Stefan Kutrzeba











czwartek, 15 marca 2018

Mantry dla Mistrza in spe...

Ten tekst - sądzę ... - powinien wiele pomóc licznym Młodym Pianistkom i Pianistom zmagającym się tak z problemami tzw. techniki instrumentalnej, jak z wieloma innymi - pokrewnymi... 




Zdolni uczący się potrzebują zdolnych nauczycieli. I na odwrót - zdolni pedagodzy potrzebują zdolnych uczniów. W ogóle, zdolni ludzie powinni szukać wokół siebie innych zdolnych ludzi i na swój sposób "zdobywać ich", bo w otoczeniu niezdolnych sami nie mogą się rozwijać, a w każdym razie ich doskonalenie zamiast być fascynującą GRĄ, pełną intelektualnych i emocjonalnych atrakcji, z konieczności staje się - im mniej utalentowane obie strony - tym bardziej sformalizowanym teatrem pozorów: jedni, w gruncie rzeczy nie mając nic wartościowego do powiedzenia, muszą udawać, że uczą - a drudzy, sami nie wiedząc po co to robią, muszą udawać, że korzystają z dawanych im uwag.

Muszę powiedzieć, że od pewnego czasu szczęście zaczęło mi dopisywać pod względem możliwości pracy z młodzieżą szczególnie uzdolnioną: kursy w Polsce i za granicą, kontakty ze studentami z wielu krajów nawiązywane za pośrednictwem Internetu a kontynuowane dzięki mp3, taśmom, kasetom, CD i video - to wszystko spowodowało, że teoretyczne zaplecze mojej interpretacji Metod Chopina i Neuhausa zostało praktycznie sprawdzone w pracy z międzynarodową elitą młodych pianistów. 

Konsekwentnie - wszystko z czym spotykacie się na tych internetowych stronach, dotyczy rzeczywistych faktów artystycznych: jest to opisanie barwnej, żywej, ciekawej i często wesołej (niech potwierdzą byli kursanci) praktyki.

Że jednak nie posiadam talentu pisarskiego, niektóre moje teksty mogą wydawać się zbyt formalne, nawet "suche" - wybaczcie mi tę słabość i nie bierzcie jej zbyt poważnie! Spróbujcie natomiast skontaktować się ze mną, a najlepiej - wpadnicie, na początek choćby w charakterze tzw. biernych słuchaczy, na któryś z moich kursów! Przekonacie się wówczas sami, że praca nad muzyką przy fortepianie może wyglądać zupełnie inaczej, niż nawet w najlepszych snach mogliście sobie wyobrażać. 

Metoda Chopina-Neuhausa (wolę ją tak właśnie nazywać) każe  zwracać uwagę na elementy z reguły pomijane przez wielu pedagogów - mimo, że one właśnie decydują o zaistnieniu (lub nie) szans na prawdziwe postępy w sztuce gry na fortepianie, a szczególnie - na zdobycie prawdziwie sprawnej techniki pianistycznej.



Aktualnie chcę Was zapoznać z plonem kilkudniowej sesji, jaką na początku maja 2002 odbyliśmy z Mischą K., który wraz z Rodzicami przyjechał do nas do Finlandii w odwiedziny. Nasi Goście zamieszkali w domku nad jeziorem - wspólnie się saunowaliśmy, grillowaliśmy różne dobre rzeczy, a w międzyczasie - również - pracowaliśmy z Michałem nad jego aktualnym repertuarem korzystając z gościnnych sal naszego lokalnego College'u.

Mischa należy do grona "piekielnie" i wszechstronnie zdolnych młodych ludzi: wszystko łapie w lot, niczego nie trzeba Mu powtarzać dwa razy, pisze na komputerze szybciej niż zdążycie dyktować, a po angielsku wypowiada się ze śmiałością wychowanka Eton; słuch i wyobraźnię ma niepośledniego gatunku, palce sprytne do niemożliwości - słowem, może być zaliczony do czołówki pośród licznej grupy moich doprawdy znakomitych kursantów... Tym nie mniej i on miewał w swoim czasie jakieś problemy - jak każdy i każda z nas.

Poniżej znajdziecie trzy zestawy "problemów do załatwienia"; odkrywaliśmy i określali je wspólnie w doprawdy błyskawicznym tempie. Są one świadectwem "prawdy o Mischy K." w dniach 8, może i 9 maja 2002. Spotkaliśmy się z Nim na kolejnym kursie w lipcu (też 2002) i wówczas nawet mi do głowy nie przyszło by cokolwiek podobnego (nowe mantry) trzeba było formułować; te majowe problemy w lipcu należały już wyłącznie do Michasiowej historii. Ponieważ jednak były to sprawy niebłahe, sądzę, że dla wielu kształcących się pianistów (niekoniecznie tylko uczniów czy studentów) lektura, a zwłaszcza przemyślenie tych katalogów mogą być bardzo pożyteczne.

Aktualnie - z niegdysiejszego chłopaka wyrósł znacznego już formatu Artysta - za Jego zgodą dołączam tu link do witryny internetowej

http://www.mischakozlowski.com/

- ZAPRASZAMY! 


(Jakieś pytania – proszę pisać śmiało!...)





Mantry dla Wzrastającego Człowieka 


Mantra pierwsza

1. Jestem dojrzały na swoją miarę.
2. Nie muszę siebie "przeskakiwać".
3. Jestem twórczy i to normalne - nie muszę się "wysilać".
4. Cały gram: pracują nie tylko ręce i pamięć.
5. Każdy dźwięk ma znaczenie jako materialny fundament budowanego obrazu.
6. Korzystam ze wszystkich możliwych bonusów (link).
7. Pracę zaczynam od znalezienia STREFY (ten sam link).
8. Nie gniotę - wyzwalam.
9. Myślenie i budowanie emocji cieszy mnie.
10. Gram dla ludzi, a nie dla nastawionych na max "detektorów błędu".


 Mantra druga

1. Dźwięki dłuższe mają żyć w całym czasie ich brzmienia.
2. Ruch energii dźwięku nigdy nie zamiera.
3. Przepływ czasu odbywa się nieustannie wzdłuż linii wirtualnego horyzontu.
4. Dźwięki relatywnie krótsze aktywnie dążą w stronę dźwięków relatywnie dłuższych (uwaga na rytmy punktowane!).
5. Wirtualne - w interpretacji - określa  realne w  wykonaniu; nigdy odwrotnie!
6. Swoboda rąk nie może oznaczać ich bezwładu!
7. Dźwięk "martwy" - to dźwięk pozbawiony mojej INTENCJI; wystarczy uruchomić wyobraźnię by go ożywić.
8. Precyzja zależna od wysiłku fizycznego nie bywa artystycznie wartościowa.
9. Ciężar ręki daje siłę niezbędną do łatwego wydobycia dźwięku, wyobraźnia ożywia go, a palce dostarczają energii do jego przenoszenia.
10. Więcej słucham i tworzę niż obserwuję i oceniam...


Mantra trzecia

!. Nawet najkrótszy dźwięk jest częścią rozwijającej się linii.
2. Dźwięk muzyczny jest fizycznym odzwierciedleniem/ekwiwalentem wirtualnego rozwoju budowanej w wyobraźni  formy utworu.
3. Muzyka zaczyna się (kompozytor, interpretator) i kończy (słuchacz) w ludzkiej wyobraźni.
4. Rozwój techniki pianistycznej w pierwszym rzędzie zależy od zdolności dostrzegania, oceny i korygowania zjawisk dziejących się w określonych STREFACH brzmienia.
5. Koncentrowanie uwagi na ruchach rąk musi nieuchronnie prowadzić do błędu.
6. Dźwięk "muzyczny", to dźwięk mający zawierać intelektualnie interesującą informację o wyraźnie określonym emocjonalnym zabarwieniu.
7. Podstawowym zadaniem TECHNICZNYM pianisty jest wydobywanie dźwięków niosących ARTYSTYCZNIE istotne INFORMACJE.
8. Legato - w gruncie rzeczy jest sprzeczne z fizyczną naturą klawiatury fortepianu, można je osiągnąć jedynie przez łączenie dźwięków WEWNĘTRZNIE, wirtualnie RUCHOMYCH.
9. Nigdy nie gram "na pamięć" - zawsze "tworzę na bazie tego co sobie kiedyś wyobraziłem i co pamiętam".
10. Ostatecznym celem interpretatora (także improwizatora) jest budowanie wewnętrznie żywej, emocjonalnie atrakcyjnej i architektonicznie pięknej FORMY.


Komentarz

Układ haseł w tych Mantrach stał się zupełnie spontanicznie, choć bynajmniej nie jest przypadkowy - to problemy pojawiające się w trakcie pracy w określonej kolejności DOMAGAŁY SIĘ słownego przedstawienia w również określonym porządku. W pewnym momencie uznaliśmy, że najlepiej będzie je po prostu zapisać. Tak powstały nasze Bruliony pianistyczne. Dziś, redagując je tylko troszeczkę dla potrzeb internetowej publikacji, nie chciałem zmieniać ich układu uznając, że być może w swoistym pomieszaniu tematów też może ukrywać się jakaś wartość, którą -  kto wie - odkryjemy i docenimy nieco później...?





Kontakt

Proszę o email lub SMS-a na +48 790 561 583


Podziękowania

Serdecznie dziękuję Naszym Młodym za prawo do wykorzystania Zupełnie Cudownego zdjęcia naszego Wnusia Julusia - oraz Facebookowi za To Drugie, które tak pięknie ilustruje Wszystko Co Ważne w poruszanym tu dziś Temacie...!!!


                                                                    Bardzo serdecznie pozdrawiam - Stefan Kutrzeba