Z grzechów młodości i wieku dojrzałego (aż wstyd przyznać, ale dawno to było…) mam już tylko kilka dość niewinnych nawyków i pragnień: uwielbiam otrzymywać ciekawe pytania i zawile na nie odpowiadać… I wydaje mi się nadal, jak dawniej, że pisząc te i inne komentarze w gruncie rzeczy rozjaśniam tylko własne widzenie różnych sytuacji, zresztą wcale nie tylko w sferze pedagogiki fortepianowej . Kto wie, może dzięki temu staję się bardziej użytecznym nauczycielem także w praktyce szkolnej? A może i pozaszkolnej, kursowej na przykład...?
Chętnie bym podawał do publicznej wiadomości zacne Imiona i Nazwiska moich Korespondentek i Korespondentów, ale ponieważ nie wiem czy Oni by sobie tego życzyli, na wszelki wypadek nie czynię tego. Gdyby jednak ktoś z Ich Grona wyraził takie życzenie – natychmiast dodam wszelkie stosowne informacje; to żaden kłopot.
Jest Pierwsza Jaskółka: otrzymałem zgodę na dedykowanie tego tekstu jednemu z uczestników naszych tegorocznych Warsztatów 'IDEA-OBRAZ-TECHNIKA' - Autorem cytowanych niżej pytań jest Mikołaj Woźniak z Zielonej Góry. Niechże Jemu właśnie i Jego pianistycznemu rozwojowu będzie poświęcony ten tekst.
Dziękuję Ci - Mikołaju! 💚
Jest Pierwsza Jaskółka: otrzymałem zgodę na dedykowanie tego tekstu jednemu z uczestników naszych tegorocznych Warsztatów 'IDEA-OBRAZ-TECHNIKA' - Autorem cytowanych niżej pytań jest Mikołaj Woźniak z Zielonej Góry. Niechże Jemu właśnie i Jego pianistycznemu rozwojowu będzie poświęcony ten tekst.
Dziękuję Ci - Mikołaju! 💚
Mikołaj ostatnio – obok innych – postawił np. takie pytania: „Jak Pan myśli, co takiego mają w swojej psychice wielcy wirtuozi (Horowitz, Rubinstein, Zimerman, Argerich) że zaszli aż tak daleko? Pisał Pan także o edukacji. Jak Pan sądzi, czym się różni edukacja wirtuoza, który w przyszłości będzie jeździł po świecie od edukacji utalentowanego pianisty, który nie ma warunków do takiej kariery?”
To jasne, że odpowiedzi udziela nie naukowiec ani badacz, a ktoś, kto – powiedzmy – przez blisko pół wieku obserwuje światową pianistykę, posiada jakie/takie przygotowanie zawodowe oraz niemałą praktykę pedagogiczną na dość nieprawdopodobnie różnych poziomach i w bardzo rozmaitych środowiskac. Nie sądzi jednak, że jego opinie są w jakikolwiek sposób bezdyskusyjne i ostatecznie – wręcz przeciwnie, jest pewien, że są cząstkowe i opisują w większym stopniu jego prywatny punkt widzenia różnych problemów niż jakiekolwiek nienaruszalne Prawdy Uniwersalne. Być może takie prawdy nawet istnieją, ale jestem nieomal pewien, że chyba nikt z „jeszcze żyjących” nie ma do nich na razie dostępu.
Wracając do Pytań: przejawy przyszłej wielkości są bardzo różne i doprawdy łatwo tu o pomyłkę w diagnozie. Jest jednak kilka wskaźników, na których podstawie z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że jednak (JEDNAK…) zwiastuny Przyszłej Sławy na ogół bywają całkiem wyraźnie rozpoznawalne i śmiało wystają z tornistra przyszłego „Marszałka”. Ale, choć mówi się, że każdy żołnierz nosi w plecaku buławę marszałkowską, to zapominamy dodać, że wielu – wręcz większość „wojska” albo zapomina zabrać swoje plecaki w decydujące podróże ku przyszłości, gubi gdzieś pod płotem, zapomina zabrać je z podrzędnej często knajpy, teatru czy po prostu zostawia u babci wychodząc z zapewne bardzo pożywnej kolacji; te buławy są, koniec końców, rzeczywiście doglądane przez bardzo niewielu i nie ma w tym nic dziwnego – to kwestia podobna do naturalnego doboru, forma obrony środowiska przed nadmiernym nasyceniem go rozmaitością „marszałków” dowolnej płci i maści…
W każdym razie zdecydowanie cechą przyszłego Mistrza jest spokój wewnętrzny i pewność tego, co robi. Mistrz in spe może niekiedy wydawać się prymitywny lub wręcz być faktycznie brutalny; sądzę, że to wymóg instynktu, który nakazuje mu chronić to, co dla jego przyszłości jest przecież najcenniejsze – talent i jego rozwój. Mistrzowi można wiele wybaczyć. Nawet trzeba!
Przyszły Mistrz jakby wręcz instynktownie nie „rozdrabnia się”; on kumuluje energie na najważniejsze batalie, jakie mu przyjdzie w przyszłości wygrać. Nie oczekujmy od niego postaw zanadto pro-społecznych, bycia wolontariuszem, zainteresowania dla czegokolwiek co pozostawałoby w oderwaniu od najprawdopodobniej podświadomie wyczuwanego celu jego życia: od szansy bycia Mistrzem; mrzonki i inne emocjonalne delikatesy są dla innych. Przyszły Mistrz stale pracuje i stale oczyszcza przedpole przyszłego Wielkiego Ataku na Koronę Jego Marzeń. Na ogół zadatki przyszłej wielkości ujawniają się bardzo szybko i na ogół od razu dzieje się to na terenie profesji, w której Mistrz „in spe” będzie Mistrzem „de facto”: Claudio Arrau grał Etiudy transcendentalne mając 11 lat życia; podobnie – Wariacje nt Paganiniego Brahmsa. Życiorysy Marthy Argerich i Krystiana Zimermana są powszechnie znane. Bardzo wyrazisty był też początek kariery Horowitza. Ale nieprawdopodobna droga życiowa Ignacego Paderewskiego jest już zupełnie inna – a był to przypadek zdecydowanie godny naszej uwagi i warto mu poświęcić chwilę.
Nie da się stwierdzić, czy geniusz Paderewskiego miał by szansę rozwinąć się bez udziału pedagogicznego geniuszu Teodora Leszetyckiego, o którym w „Dziennikach” Paderewski po latach napisze: „otwarł przede mną zupełnie nowe światy muzyczne”. Faktem jest, że choć jako młody muzyk robił spore wrażenie na słuchaczach (wielka aktorka Helena Modrzejewska obdarowała go na tyle znaczną kwotą, że mógł podjąć studia w Wiedniu; dodajmy – Leszetycki nie brał od Paderewskiego ani grosza), to chyba jednak dopiero w spotkaniach z Leszetyckim ostatecznie uformowany został jego wielki talent, dzięki któremu Paderewski stał się bez dwóch zdań pianistą o epokowym znaczeniu. Nie wolno nie dodać, że Polska i Polacy zawdzięczają Paderewskiemu wcale nie mniej niż Piłsudskiemu, a jego także polityczne znaczenie w swoim czasie o nieba przewyższało znaczenie tak popularnego dziś Romana Dmowskiego, zwolennika aliansu Polski z Rosją, co faktycznie oznaczałoby nasze całkowite polityczne i gospodarcze podporządkowanie woli wschodniego sąsiada. To o Paderewskim Saint-Saëns powiedział, że jest to geniusz, który przypadkiem także gra na fortepianie…
Finalnie, myśląc o najważniejszych przymiotach przyszłego Mistrza sądzę, że od innych zdolnych w pierwszym rzędzie odróżniają go następujące cechy: a) znacząca wyrazistość emocji oraz głębokie zrozumienie formy i charakteru interpretowanych utworów, b) pewność własnych przekonań w uprawianej dziedzinie, c) niezmordowana pracowitość, d) znakomita pamięć – i e) odporność na wpływy otoczenia. Przypominam: to są moje prywatne wyobrażenia, a nie naukowo potwierdzone wyniki badań nad życiem Wielkich Wirtuozów.
Niestety, także na pytanie „czym się różni edukacja wirtuoza, który w przyszłości będzie jeździł po świecie od edukacji utalentowanego pianisty, który nie ma warunków do takiej kariery” trudno będzie znaleźć wyczerpującą i jednoznaczną odpowiedź, bo w pedagogice, która jest przecież SZTUKĄ, zbyt wiele jest elementów płynnych, zmiennych, zależnych od rozmaitych subiektywnie kształtowanych i rozumianych czynników bardzo różnej natury: socjalnej, psychologicznej, materialnej, także zdrowotnej i to w bardzo szerokim rozumieniu tego słowa. Na szczęście i tutaj z pewnością znajdziemy pewną ilość wyróżników, dzięki którym – mam taką nadzieję – będziemy mogli wskazać istotne różnice między specyfiką kształcenia przyszłego wirtuoza światowego kalibru a uczeniem zwyczajnie zdolnego adepta pianistyki.
W moim przekonaniu, pierwszy i najważniejszy element sytuacji to proporcja układu „napęd – hamowanie”: na ogół zdolnego jednak musimy zachęcać do pracy, aktywizować, tworzyć sytuacje podbudowujące, motywujące go do pracy. Mistrz ewentualnie wymaga wzmocnienia hamulców: podświadomie czuje, ile przed nim do zrobienia i raczej trzeba gonić go do lasu czy na pływalnię niż do fortepianu. Zdolny, zwłaszcza tzw. kulturalny, uprzejmie czeka na uwagi i gotów jest je jak najlepiej realizować, ale na ogół nie wychyla się ze swoimi pomysłami. Co innego przyszły Mistrz, którego wielkim marzeniem jest chwila, w której nareszcie zostanie pozostawiony samemu sobie i będzie mógł robić nie tylko co chce, ale i JAK chce, choćby za cenę chwilowej utraty społecznej akceptacji. Pewnie, że zdarzają się pomyłki, bo „errare” wszak „humanum est”, ale taki już jest los człowieka w każdej dziedzinie i na każdym polu: nie znamy dnia ani godziny – zwycięstwa po równi jak porażki. Dlatego zawsze musimy niestrudzenie próbować, szukać najlepszych rozwiązań, odrzucać plewy i marzyć o złotym runie – póki życie nie da nam bardzo wyraźnie do zrozumienia, że – „oto się dokonało...”! Ten moment kiedyś wreszcie musi przyjść.
Na zakończenie chcę jeszcze dodać, że w związku z niezmiernym bogactwem wariantów rozmaitych rozwiązań szczegółowych, jakim z taką szczodrością obdarowuje nas Natura (z innej strony patrząc możemy powiedzieć, że to z „ostrożności procesowej"...), możemy być bezwzględnie pewni, iż opisane przed chwilą opcje z pewnością nie wyczerpują katalogu potencjalnie prawdopodobnych zdarzeń i w związku z tym niechaj nigdy nas nie opuszcza nadzieja - szanse dla nas istnieją. Zero wątpliwości ani lęku!
Bądźmy tylko wystarczająco Pracowici i Twórczy...! POWODZENIA !!! 🌄 I niechaj każdy Mistrz in spe jak najszybciej odnajdzie „swojego Leszetyckiego", który poprowadzi go w stronę dla niego pasjonujących nowych światów muzycznych, żeby zbyt długo nie błąkać się po zaułkach, które przecież od czasu do czasu jednak bywają „ślepe"...!
PS Ten link - kto wie - może kiedyś być przydatny: http://www.pianoeu.com/egonpetri.html
Na zakończenie chcę jeszcze dodać, że w związku z niezmiernym bogactwem wariantów rozmaitych rozwiązań szczegółowych, jakim z taką szczodrością obdarowuje nas Natura (z innej strony patrząc możemy powiedzieć, że to z „ostrożności procesowej"...), możemy być bezwzględnie pewni, iż opisane przed chwilą opcje z pewnością nie wyczerpują katalogu potencjalnie prawdopodobnych zdarzeń i w związku z tym niechaj nigdy nas nie opuszcza nadzieja - szanse dla nas istnieją. Zero wątpliwości ani lęku!
Bądźmy tylko wystarczająco Pracowici i Twórczy...! POWODZENIA !!! 🌄 I niechaj każdy Mistrz in spe jak najszybciej odnajdzie „swojego Leszetyckiego", który poprowadzi go w stronę dla niego pasjonujących nowych światów muzycznych, żeby zbyt długo nie błąkać się po zaułkach, które przecież od czasu do czasu jednak bywają „ślepe"...!
PS Ten link - kto wie - może kiedyś być przydatny: http://www.pianoeu.com/egonpetri.html

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz